Kategoria: 3d  12 stycznia 2011

3D czyli bez okularów, ani rusz.

Zaczynam propagowanie 3D. Takie czasy, jak to się mówi.

Zacznijmy od początku, czyli kilka słów o technice 3D. Osobiście trochę nie lubię tej nazwy 3D, ale cóż, rozpleniła się i dzisiaj już mało kto używa naszego poczciwego, staropolskiego słowa „trójwymiarowe” nie wspominając o jakże przyjaznej dla ucha „stereoskopii”

(Gwoli ścisłości 3D nie do końca jest tym czym jest trójwymiarowość. 3D, czyli „three dimentions” zasadniczo odnosi się do obrazu którym możemy manipulować w trzech kierunkach. Technika 3D jest stosowana do wszelkiego rodzaju wizualizacji, w architekturze czy mechanice. Żeby raz narysowany obiekt można było obejrzeć z każdej strony. Obraz jest płaski, niemniej mamy możliwość zobaczenia co jest z tyłu, odpowiednio go ustawiając na ekranie monitora. Rajem 3D są gry komputerowe, gdzie możemy jedną scenę obejrzeć z dowolnego miejsca i pod dowolnym kątem, a nasz bohater jest w stanie odstrzelić każdego „bad guya” zza każdego winkla. Niewiele ma to wspólnego z „trójwymiarowaścią” ale brzmi dobrze. 3D to jednak lepiej niż 2D)

Marketing jednak wygrał i zwyczajne „trójwymiarowe” stało się 3D. Niech będzie. Kiedy zatem będę pisał o 3D to będę miał na myśli „trójwymiarowe”.

O co chodzi w 3 wymiarach? O to by widzieć przestrzennie. Przestrzennie to znaczy z uwzględnieniem zależności między obiektami na obszarze, który nie jest płaski (prostokąt zdjęcia) tylko w postaci kubika (sześcian). Te zależności to przede wszystkim efekt występowania planów (coś jest bliżej coś jest dalej), efekt zasłaniania (coś z przodu zasłania coś z tyłu, ale w stopniu zależnym od kąta widzenia – inaczej wygląda gdy patrzymy bardziej z lewej strony inaczej gdy patrzymy bardziej z prawej strony) efekt ruchu (obiekty przestrzenne poruszają się względem siebie w zależności od kata patrzenia – jest to jedyna sytuacja, w której na statycznej fotografii możemy zaobserwować ruch)

By uzyskać te trzy efekty obrazu trójwymiarowego trzeba go zarejestrować w odpowiedni sposób. Sama zasada jest dziecinnie prosta i bierze się z natury (w ten sposób fotografię 3D możemy nazwać ekologiczną:) My widzimy trójwymiarowo bo mamy dwoje oczu. Zdjęcie będzie trójwymiarowe, jeśli zarejestrujemy je dwoma aparatami jednocześnie (lewe oko lewy aparat, prawe oko prawy aparat. Są również specjalne aparaty, które mają podwójne obiektywy, czyli jest jedno „body”, ale dwa obiektywy, jednak) Cała filozofia.

No niezupełnie. Bo od rejestracji obrazu 3D do obejrzenia efektu trójwymiarowego jeszcze trzeba trochę popracować.

Tak jak rejestrujemy obraz dwoma aparatami, tak teraz trzeba oba obrazy „dostarczyć” do naszego mózgu, byśmy mogli nacieszyć się trójwymiarowością. Co najtrudniejsze, oba obrazy powinny być dostarczone jednocześnie i do tego w sposób taki jak zostały zarejestrowane, czyli lewe do lewego, prawe do prawego oka. Strasznie skomplikowane.

Tu mała dygresja: nasze oczy są najdoskonalszym tworem natury, niemniej nasze widzenie, jest jednym z najbardziej podatnym na manipulację zmysłem. Oczami widzimy doskonale, ale niestety (dla fotografii raczej na szczęście) nasz mózg strasznie upraszcza, zmyśla i oszukuje. Za dużo informacji z oka, więc coś z tym trzeba zrobić. Mózg przetwarza „widziany obraz” i tak naprawdę to co widzimy nie zawsze jest tym co obserwujemy. Dzięki temu w ogóle możemy oglądać otaczający nas świat (przykład fotograficzny: gdybyśmy widzieli to co rejestruje nasze oko, to większość zdjęć byłaby kompozycją nieregularnych kropek – cząstki srebra z którego utworzony jest obraz w fotografii tradycyjnej lub regularny raster punkcików w zaledwie 4 kolorach – publikowane w prasie zdjęcia) Z tej właściwości „widzenia”, polegającej na znacznej jego niedoskonałości korzystają techniki 3D.

Jak dostarczyć jednocześnie dwa obrazy do dwóch różnych oczu, żebyśmy widzieli w trzech wymiarach, a nie zauważyli ewidentnego oszustwa?

Sposobów jest kilka, poza jedną wszystkie wymagają okularów:)

1 – obraz dostarczamy naprzemiennie. Metoda stosowana w kinach i telewizji. Skąd pomysł? Z filmu. Dowolnego. Upraszczając: nasz mózg nie jest w stanie zauważyć pojedynczego zdjęcia, jeśli w ciągu sekundy dostarczymy mu nie mniej niż 24 następujące po sobie obrazki. – Obraz zleje się w jeden obraz. Jeśli na każdym zdjęciu z tych 24 będzie zarejestrowany kolejny etap ruchu (na przykład ręki) to my zobaczymy nie 24 zdjęcia, tylko jeden film o na przykład opadającej ręce. Na tej zasadzie działa film. A jak wykorzystano to w 3D? Obrazki z lewego aparatu znajdują się na przemiennie z obrazkami z prawego. Klatka, po klatce. Prawa, lewa, prawa, lewa. 24 na lewą, 24 na prawą. W sumie 48. (w rzeczywistości, ze względu na inne parametry obrazu, tych klatek jest znacznie więcej, czasami zamiast 24 jest kilkadziesiąt, a nawet kilkaset) I teraz kolejny „myk”. Żeby taki naprzemienny obraz nie wydawał się rozmyty (zdejmijcie okulary podczas seansu Avatara, od razu zrozumiecie o co chodzi) musimi tak spreparowany obraz oglądać przez specjalne okulary. Kiedy projektor/telewizor pokazuje obraz z lewego oka, to okular na prawym oku się zaciemnia i na odwrót. I tak w kółko. To co dociera do naszego mózgu to obraz trójwymiarowy, bo częstotliwość tych zmian jest tak duża, że naszemu mózgowi łatwiej jest pokazać obraz 3D niż poszczególne klatki, pomnożone przez dwa. (naprzemienność obrazu uzyskuje się na dwa sposoby: migawkowo lub polaryzacyjnie Różnica polega na tym, że w procesie migawkowym okulary pracują jak migawka aparatu (naprzemienne zamykanie i otwieranie, lewe, prawe) a w sposobie polaryzacyjnym obraz lewy jest spolaryzowany pionowo, a prawy poziomo (albo odwrotnie), kiedy widzimy lewy obraz to prawe oko go nie widzi, bo szkło polaryzacyjne w okularach nie przepuszcza fal spolaryzowanych dla oka lewego)

2 – Dwa obrazki oglądamy jednocześnie, znajdują się one obok siebie i oglądamy również przez okulary. Na lewe patrzymy lewym okiem, na prawe prawym. Okulary koncentrują nasze patrzenie na określone obrazki. Tak działa „fotoplastikon”.

3 – Metoda krzyżowa. Nie rozumiem na czym polega, ale jeśli będziemy się intensywnie przyglądać sparowanym dwóm zdjęciom (lewe/prawe) po pewnym czasie zleje nam się w obraz 3D. Pomaga zrobienie zeza.

4 – Anaglif. technika prezentacji fotografii lub obrazu 3D na jednym obrazku składającym się z dwóch zdjęć (lewego i prawego) nałożonych na siebie. Dosyć skomplikowany to układ, bo „sklejenie” tych zdjęć odbywa się w specyficzny sposób. Ale od początku, w bardzo dużym uproszczeniu. Obraz zarejestrowny (zdjęcie, które oglądamy) składa się z trzech barw: czerwonej, zielonej i niebieskiej (to co widzimy to odbicie światła od zdjęcia. Samo zdjęcie może się składać z dowolnej ilości kolorów, w dowolnych konfiguracjach, nie ma to znaczenia. Do naszych oczu dociera zawsze czerwony, zielony i niebieski) taki układ, z angielska nazywa się RGB. Poszczególne barwy można zapisać w postaci kanałów, z których skonstruowane jest zdjęcie (czyli wyobraźmy sobie, że zdjęcie to trzy nałożone na siebie szyby każda o kolorze jednego z kanałów) z tą wiedzą wyobraźmy sobie następujący zabieg: bierzemy prawe zdjęcie, usuwamy kanał czerwony i zastępujemy kanałem czerwonym z lewego zdjęcia. W ten sposób otrzymamy rozmazany obraz o poprzesuwanych krawędziach (patrz: osiołek). Ten obrazek to anaglif. A gdzie trójwymiarowość? Proste: bierzemy okularki do anaglifów i oglądamy obraz 3D. A co to są okularki do anaglifów? To te śmieszne, najczęściej kartonowe okulary z różnokolorowymi szkiełkami (najczęściej CZERWONO – CYJANOWYMI, choć nie zawsze. Mieszanie kana łów i ich rozkład może być różny i szkiełka mogą być w innych układach. Ja najbardziej lubię C/C bo najpopularniejsze. Tu od razu uwaga: CYJANOWY to NIE jest NIEBIESKI, warto zapamiętać.).

O plusach i minusach 3D w następnym wpisie.

 

5 komentarzy »

  1. czy technika się upowszechni? Całkiem możliwe – na pewno zwiększy to zakres kreatywności fotografii ale tez i jej możliwości rejestracji i oddana rzeczywistości.

    Komentarz by Maciejmakro — 18 stycznia 2011 @ 11:22

  2. W większości kin w tej chwili nie stosuje się systemu migawkowego (naprzemiennego), ten najczęściej jest obecny w telewizorach 3D (stąd drogie okulary do nich, w dodatku chodzą na bateryjkę…). W kinach w Polsce przeważa Dolby 3D. Idea to taki rozbudowany anaglif. Dzielimy spektrum barw na kilkadziesiąt wąskich przedziałów i w parzystych przedziałach kolorów puszczamy sygnał na jedno oko a w nieparzystych na drugie. Minus jest taki że są minimalne różnice kolorystyczne między obrazkami dla każdego oka (polecam zrobić eksperyment w kinie), plus że okulary nie potrzebują baterii (drogie są dalej, zrobienie w szkłach tak ostro selektywnych filtrów kosztuje).

    Wybacz że prostuję, siedzę w tym ostatnio bardziej niż bym chciał ;)

    Pozdr

    Amadi

    Komentarz by Amadi — 20 stycznia 2011 @ 16:06

  3. właśnie obejrzałam to zdjęcie w okularach do 3D, świetny efekt!

    Komentarz by drohne_r — 20 stycznia 2011 @ 16:10

  4. Dzięki, prace udoskonalające trwają. Pozdrawiam

    Komentarz by Wojciech — 20 stycznia 2011 @ 19:40

  5. To miło, mój wywód o technikach 3D w filmie jest bardzo uproszczony i pewnie zwiera wiele nieścisłości. Dzięki za poszerzenie tematu i dodanie kilku ciekawych informacji. Pozdrawiam

    Komentarz by Wojciech — 20 stycznia 2011 @ 19:43

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. TrackBack URL

Dodaj komentarz