Kategoria: Blog  8 października 2014

Goście Franusa: Konrad Kalbarczyk

Standard i wszystko jasne

10673100_850621691617280_842688443_o

Standard to potoczna nazwa obiektywu o kącie widzenia 40 stopni liczonym wzdłuż zdjęcia. Magia tego obiektywu tkwi już w samej geometrii: długość jego ogniskowej, 50 mm, odpowiada przekątnej klatki o wymiarach 24×35 mm. To właśnie ten format, o proporcjach boków dwa do trzech, przoduje w fotografii od ponad stu lat, i mimo prób wprowadzania innych standardów, trzyma się mocno. To dla tego formatu, dziś określanego jako pełna klatka lub full frame, został wymyślony nasz obiektyw – pięćdziesiątka, i tylko dla tego formatu klatki działa jego magia.

10667746_850621781617271_1388706642_o

Pięćdziesiątka to skarb. Jest jak alfa i omega. Od niej powinno się zaczynać robienie zdjęć, ona z reguły towarzyszy wiernie fotografowi u szczytu kariery (gdzieś około jego nomen omen 50. urodzin) i zawsze potem. Początkujący jej nienawidzą, stare wygi kochają. Wiele na jej temat napisano ale niewiele z sensem. Głównie to, że standard nie zniekształca, daje naturalną perspektywę i tym podobne akademickie zaklęcia.

10668401_850621794950603_850449367_nPrzez lata zastanawiałem się, co właściwie oznacza, że obiektyw nie zniekształca. Wszak dobre obiektywy o znacznie krótszej jak i znacznie dłuższej ogniskowej także nie zniekształcają. Przed laty pewien starszy fotograf powiedział mi, że standard ma pole widzenia podobne do ludzkiego oka. Brzmiało mądrze, ale potem uświadomiłem sobie, że to też nie wyjaśnia sprawy. Ludzkie oko, a właściwie skombinowane pole widzenia obu oczu, to ponad 180 stopni, a obiektywu standardowego tylko około 40 stopni. Siłą rzeczy ludzkie pole widzenia to pole obiektywu typu rybie oko o ogniskowej 8 mm, przez który fotografujący widzi własne buty (albo brzuch). Co ma standard wspólnego z okiem? Z okiem niewiele, ale z postrzeganiem, czyli polem zainteresowania już tak. Prostokąt, jaki widzi aparat ze standardem określa tę przestrzeń, którą możemy kontrolować bez rozglądania się, to znaczy rozpoznawać znajome przedmioty bez specjalnego przyglądania się im. Rozumiemy znaczenie ich wzajemnego położenia, cel ich ruchu, sens wydarzeń oraz poprawnie postrzegamy barwy.

Standardem „malowali” wielcy malarze. Gioconda jest namalowana pięćdziesiątką i niemal wszystkie fotograficzne cuda Vermeera. Nawet Panorama (sic!) Racławicka jest „standardowa”. Oczywista wydaje się więc definicja, że pole widzenia tego obiektywu to przestrzeń „robocza” wzroku człowieka zawarta pomiędzy dłońmi wyciągniętych przed siebie rąk. Wygodne to i naturalne, prawda? Dlaczego początkujący fotografowie nie cenią cudownej pięćdziesiątki? Przecież w wizjerze aparatu z tym obiektywem widzą przedmioty w skali porównywalnej do patrzenia gołym okiem, zatem komponowanie obrazu jest naturalne i intuicyjne.

Dlaczego, mając do wydania pierwsze pieniądze na lepszą optykę, z reguły sięgają po obiektyw szerokokątny, teleobiektyw albo zoom? Można powiedzieć, że tu mści się największa zaleta standardu – jego zwykłość. Fotka robiona standardem nie wygląda jak dzieło, tylko jak okno na rzeczywistość. A ta bywa w rozumieniu początkującego zwykła, a więc nudna. Standard bowiem nie nadaje zdjęciu optycznie wyjątkowego wyrazu, świadczącego efektownie o „fotograficzności” obrazu. Jest wierny, a więc dla żółtodzioba nieatrakcyjny. Piszę to bez poczucia wyższości, bo przećwiczyłem to na własnej skórze. Dziś już wiem, że na bezludną wyspę zabrałbym standard.

 10673355_850621681617281_1112869255_o

Do czego przydaje się to cudowne szkło? Możemy je wykorzystać do portretów, popiersia, do całości postaci. Szczególnie przydatne jest w fotografii tzw. lifestyleowej, przedstawiającej ludzi w ich otoczeniu, wnętrzach i aktywnościach, takich jak hobby czy rzemiosło. Nadaje się do zdjęć przedmiotów i aranżacji. W reportażu do dokumentowania relacji między ludźmi, ich rozmów, wspólnych czynności, do zdjęć grupowych. W fotografii ulicznej standard jest znakomitym „podglądaczem” zdarzeń, narzędziem pozwalającym pokazać zarówno sytuację jak i dekorację, czyli tło, środowisko, w którym rzecz się odbywa, przy jednoczesnym zachowaniu pewnego dystansu, dającego wrażenie bycia widzem, a nie uczestnikiem zajść. Taka jest bowiem istota fotoreportażu – przemawia najpełniej wtedy, gdy jest raportem zdawanym przez bezpośredniego świadka, lecz z pewnego dystansu.

 10667960_850621791617270_1134869954_o


No dobrze, to nieco górnolotne i może nie przekonywać.
Użyję więc argumentu odwołującego się nie do rozumu ale estetyki i skąpstwa jednocześnie. Standard jest relatywnie najtańszym obiektywem, którym możemy zrobić po prostu fajne zdjęcia: wieczorem, przy magicznym świetle latarni czy cudownego zimno-ciepłego światła nieba po zmierzchu; przy świeczce, przy i-phonie. I bez ordynarnego liszaja flesza na pierwszym planie. Dlaczego?

Bo standardy mają dużą jasność. Bierze się to stąd, że ich soczewki mają dużą średnicę, dzięki czemu przepuszczają dużo światła prawie za darmo. Zaledwie kilkaset złotych kosztuje nas zamiana wieczoru w dzień, świeczki w ognisko, latarki w reflektor. Co jeszcze? To cudowne coś, rozmycie tła, które tak podoba się wam w profesjonalnych portretach. To efekt małej głębi ostrości, subtelne narzędzie do separacji planów, które zawdzięczamy właśnie jasności pięćdziesiątki. To także mamy w rabacie. Do tego ostrość i ogólnie wysoka jakość obrazu pozwalająca nam na stosunkowe bezstratne kadrowanie, w pewnym stopniu zastępujące użycie obiektywu o dłuższej ogniskowej takiego jak 85 mm, zwanego potocznie portretówką, a który do portretu przydaje się rzadziej od standardu. - Konrad Kalbarczyk (Kalbar)

Autor jest praktykującym fotografem. Zaczynał jako fotograf pracujący niemal ze wszystkimi tytułami w kraju i licznymi za granicą. Obecnie fotografuje w Pentagon Studio Foto. Jego prace zobaczycie na stronie kalbar.eu.

Wszystkie zdjęcia autorstwa i za zgodą Konrada Kalbarczyka, Kalbara.

 

 

2 komentarzy »

  1. Czytam…robię notatki..obserwuję i uczę się…z mojego „nikosia” też wychodzą czasem „fajne” zdjęcia…ale kiedyś mogłyby wyjść takie …”bardziej fajne” :) )))) Dobrze,że można trafić na tekst (teksty),który nie odstraszy,a zacznie wspomagać ….Pozdrawiam :)

    Komentarz by Nieblondynka — 9 października 2014 @ 17:23

  2. Konrad czy to Ty :)
    Hend

    Komentarz by Hend — 2 stycznia 2016 @ 21:47

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. TrackBack URL

Dodaj komentarz