Kategoria: Blog  31 sierpnia 2010

Jak zostać fotografem NG

Jacenty Dędek

Pytanie to na pewno nurtuje wielu fotografujących. Kogo trzeba znać? Do kogo zadzwonić? Komu postawić wódkę? Kogo zaprosić na rejs po Morzu Śródziemnym?

Tego typu pytania najczęściej się roją tym, którzy bardzo by chcieli zaistnieć na łamach National Geographic, ale nie bardzo wierzą w uporządkowaną rzeczywistość, swój talent i otwartość naszego magazynu. Bywa. Im nie pomogę. Na szczęście jest dosyć liczna grupa autorów, którzy potrafią fotografować, ale najzwyczajniej w świecie brak im śmiałości by zaprezentować swój talent. Nieśmiałym więc postaram się odpowiedzieć.

Zacznijmy od początku. Aby opublikować zdjęcia w National Geographic (dotyczy to zresztą większości, choć niestety nie wszystkich gazet i magazynów) trzeba przede wszystkim umieć fotografować. Brzmi mało odkrywczo, ale kryje się za tym dosyć istotna kwestia: czy istnieją obiektywne kryteria oceny zdjęcia? Czy można o zdjęciu powiedzieć: Jest dobrze zrobione, ale… (to „ale” dotyczy kwestii mniej obiektywnych, zależnych wyłącznie od subiektywnej oceny oglądającego, potrzeb redakcji, czy zakresu tematyki) Odpowiadam: TAK.

Marek Arcimowicz

Umiejętność fotografowania składa się z trzech podstawowych elementów: warsztat fotograficzny (opanowanie techniki naświetlania materiału światłoczułego (obecnie elementu światłoczułego, matrycy), sprawność w obsłudze sprzętu i ogólnie rzecz biorąc panowanie nad tymi wszystkimi pokrętełkami. Porównując do Michała Anioła: umiejętność trzymania dłuta, żeby się nie omsknęło podczas ostatecznej obróbki Dawida), wrażliwość estetyczna (czyli umiejętność dostosowania warsztatu do tego co chcemy na zdjęciu pokazać. Michał Anioł: Czy Dawida wyrzeźbić, namalować, czy może zrobić fresk. Czy Dawid powinien siedzieć, leżeć czy stać w kontrapoście) oraz zacięcie reporterskie lub jak kto woli dziennikarskie (rozpoznanie, który temat jest ciekawy, który może zainteresować redakcję, a co za tym idzie czytelników, i czy to co fotografuję jest istotne czy niekoniecznie. Michał Anioł: Dawid? a może Sąd Ostateczny? Czy może osiołek stojący za progiem Kaplicy Sykstyńskiej? – ten autor miał akurat łatwe zadanie, gdyż najczęściej dostawał zamówienia, ale gdyby ich nie było też musiałby się zastanawiać co właściwie powinien wyrzeźbić lub namalować)

Obiektywnie najłatwiej ocenić warsztat. Czy zdjęcie jest dobrze naświetlone, dzięki czemu na zdjęciu nie ma białych lub czarnych plam, pozbawionych jakichkolwiek informacji (Pamiętajmy: białe bezchmurne niebo nie istnieje, cień o gęstości asfaltu również). Czy zdjęcia w ruchu są odpowiednio „zamrożone”, czy też nadano im pewien stopień rozmazania, zwiększający wrażenie ruchu. Czy lampa błyskowa „wypaliła” w odpowiednim momencie, czy może „wypaliła” zupełnie niepotrzebnie, Czy ostrość zdjęcia jest ustawiona tam, gdzie wydaje się, że powinna, czy głębia ostrości jest odpowiednio głęboka, czy dla odmiany plastycznie płytka. Te cechy ocenić najłatwiej. I zasadniczo, oglądając nasze zdjęcia, sami sobie potrafimy odpowiedzieć czy nasze zdjęcie jest dobrze wykonane. Jak już uznamy, że tak jest możemy zacząć starania o publikację w National Geographic.

No prawie. Pozostały jeszcze dwa kryteria.

Mikolaj Nowacki

Mikolaj Nowacki

Wrażliwość. Bardzo subiektywna sprawa. Tu jest pole do popisu dla naszego talentu. O tym kryterium można dyskutować, spierać się i kłócić. Z drugiej strony, oglądając zdjęcia i patrząc na tę kwestię można dużo dowiedzieć się o autorze. Osobiści najczęściej zadaję w tej kategorii podchwytliwe pytanie: A dlaczego zdjęcie jest czarno białe, a nie kolorowe? Warto znać odpowiedź.

Zacięcie reporterskie, czyli co właściwie autor chce nam powiedzieć, czyli o czym są zdjęcia. Bardzo subiektywna sprawa, bo trochę przypomina handel. Nie chodzi o to, że na przykład ja wiem (jako pracujący w NG) co powinno się fotografować, ale czy autor potrafi mnie przekonać do tego, że właśnie prezentuje najważniejszy pod słońcem problem. Coś może mi się podobać lub nie, ale rolą autora jest pobudzić mój mózg do zastanowienia się nad danym tematem. Ta część oceny zdjęcia jest najważniejsza. Bo temat „robi” fotografię. Jeśli zatem uda nam się wykonać wspaniały czarno-biały fotoreportaż o tym jak nasz wujek odbiera samochód z salonu, to szanse na opublikowanie tego tematu są raczej znikome. Temat żaden, choć zdjęcia jako zdjęcia mogą być wybitne. Warto o tym pamiętać.

A co dalej? Jak już odróżniamy zdjęcie dobrze naświetlone od prześwietlonego? I zdecydowaliśmy się pójść w kierunku HDRów lub czarno-białej klasyki? I do tego mamy kilka potencjalnie ciekawych tematów?

Wiesław Kałuszka

Wiesław Kałuszka

Musimy przygotować portfolio lub prezentację.

Osobiście jestem zwolennikiem oglądania zdjęć na monitorze. Dlatego polecam nagranie zdjęć, w formacie pozwalającym na szybkie oglądanie (RGB, JPG, 2000 pix podstawy) w komputerze, bez dodatkowych ramek czy innych „upiększających” dodatków (dopisanie imienia i nazwiska oraz telefonu nie szkodzi, warto wbić oglądającym nasze dzieła nasze namiary. Znak wodny przez środek, raczej nie jest godny polecenia, przeszkadza oglądać zdjęcia). W przypadku, gdy nie fotografujemy aparatem cyfrowym radzę zdjęcia zeskanować.

Zdjęcia powinny być posegregowane w folderach i mieć nazwy raczej opisowe (pamiętajmy o podświadomości! Jeżeli zdjęcie nazwiemy img_3636.jpg to nikt nigdy tego zdjęcia z niczym nie skojarzy i nie zapamięta. Jeśli nazwiemy, choćby „Pułtusk_Dom_Polonii.jpg” na pewno informacja ta zostanie w pamięci oglądającego i jeśli nie od razu osiągniemy sukces publikacyjny, na pewno zaimplementujemy w mózgach oglądających, że jest taki fotograf, co ma zdjęcia z Pułtuska, a to może być kolejna szansa)

Adam Brzoza

Adam Brzoza

Inną formą portfolio jest  ostatnio modny „photocast”, czyli animacja zdjęć, często pod muzykę z komentarzem – pisanym lub mówionym. Dobre w internecie, jako gotowy już produkt (seria portretów lub lub fotoreportaż) niestety niewygodne do oglądania zdjęć i oceny umiejętności autora. Trudno się przyjrzeć fotografiom, zbliżyć detal czy porównać kilka zdjęć jednocześnie. Nie polecam.

Stanowczo odradzam „slajdszoły” z Power Pointa. Z bardzo prostej przyczyny. Większość komputerów redakcyjnych (w tym mój w NG) nie mają zainstalowanych przeglądarek do Power Pointa. Czyli cały trud mógłby pójść na marne.

Kolejnym „strzałem w kolano” jest niestety Corel Draw. Pliki .cdr są niemożliwe do obejrzenia na większości redakcyjnych komputerów.

Konkludując: Portfolio na płytce powinno się składać ze zdjęć w formacie .jpg posegregowanych w folderach tematycznych. I tak jest najlepiej.

Portfolio z odbitkami w teczce. Forma dosyć archaiczna, ale niektórzy ją lubią. Fotografowie krajobrazu często swoje prace w ten sposób prezentują, bo uważają, że tak jest najlepiej. Może być. Ale błagam, nie większe zdjęcia niż A4, bo większe są niewygodne do oglądania.

Paweł Łączny

Paweł Łączny

Ile zdjęć powinno być w portfolio? Dużo, ale bez przesady i z umiarem. Jeżeli chcemy się zaprezentować w pełni naszego talentu to niestety musimy jakość poprzeć ilością, a jednocześnie nie zanudzić oglądającego. Przyczyna jest prosta. Kilka dobrych zdjęć może nam się po prostu udać, jeśli natomiast pokażemy tych zdjęć więcej, na różne tematy, to udowodnimy bez zbytniego przekonywania, że potrafimy fotografować w każdej sytuacji. Reasumując: jeśli jesteście portrecistami, to proszę o 30 zdjęć, kolorowych, czarno-białych, w różnych ujęciach i w różnych planach. Jeśli macie ambicje fotoreporterskie, to proszę kilka tematów, 4 do 6, w różnych technikach, po 8-12 zdjęć na serię. Jeśli waszą pasją jest krajobraz to zapraszam z 30-40 zdjęciami naprawę różnych krajobrazów (30 Giewontów, nie zrobi z nas pejzażysty). Jeśli jesteście ogólnie uzdolnieni to powinniśmy mieć ok 20 portretów, 20 krajobrazów i 3 do 5 reportaży. Jak zdjęcia są dobre, to radość oglądać, jak złe to przynajmniej nie zanudzimy.

Jan Brykczyński

Jan Brykczyński

Jakie tematy powinny być w portfolio? Ciekawe i potencjalnie warte publikacji. Jak już pisałem wcześniej, trudno obiektywnie określić co jest ciekawe, to Wy musicie mnie przekonać do tematu. Zarówno jego treścią jak i sposobem sfotografowania. Dla ułatwienia mogę podać jakie tematy kompletnie NIE nadają się do publikacji (bo już tyle razy były publikowane, że nikogo nie obchodzą): „Targ koński w Skaryszewie” – zacny temat i malowniczy, ale „przechodzony” do granic możliwości. „Chasydzi w Leżajsku” – tysiąc razy publikowane. „Jacykolwiek Chasydzi” – Chasydzi mają to do siebie, że fotografowie lubią robić im zdjęcia. Niestety mało kto chce zdjęcia publikować, bo temat został już lata temu „zjedzony” przez kilku wybitnych fotografów i naprawdę trudno coś nowego i interesującego na ten temat pokazać. „Parowozownia w Wolsztynie” – równie malownicze jak Chasydzi, niestety wybitne fotoreportaże już zostały opublikowane. „Żebrzący Cyganie”, „Staruszki o niekompletnym uzębieniu handlujące czymś tam”,  „Bezrobotni pod pośredniakiem” – to są mniej więcej te tematy, którymi nie zaimponujemy. Ja mam jeszcze jeden mój „ulubiony”: „Orły bieliki”- od czasu kiedy zdjęcie Antoniego Kasprzaka dostało Grand Prix 2006 roku na Konkursie Fotograficznym NG, uważam temat na długie lata zamknięty. Poza tym tematy, które były publikowane przez ostatnie 3 lata w National Geographicu i 1 rok w Travelerze. Warto zatem przejrzeć kilka numerów.

Tomasz Tomaszewski

Tomasz Tomaszewski

A za dowód, że tak jest niech posłużą ilustracje do wpisu. Autorzy pokazanych zdjęć, pewnego dnia zapukali do redakcji National Geographic (niektórzy w Warszawie, niektórzy w Waszyngtonie:), warto było.

 

28 komentarzy »

  1. Oczywistości..
    w końcu i tak wiadomo komu tę wódkę postawić…;-)

    Komentarz by MacBlacker — 31 sierpnia 2010 @ 12:30

  2. Trzeba będzie kiedyś spróbować :]…

    Komentarz by Adam Ziaja — 31 sierpnia 2010 @ 20:15

  3. Jednego z autorów zdjęc znam osobiście (Adam Brzoza)- świetny gość, bardzo życzliwy i znakomity fotografik.
    Co do wypicia tej butelki to chętnie dołączę, ale żeby nie była czysta :)

    Komentarz by zakopiec — 1 września 2010 @ 20:41

  4. Ja bym dodal jeszcze kilka tematow do tych, ktorych nie powinno sie podnosic : Gornicy, polska wies i cyganie ;)
    Pan TT podejmowal je wszystkie choc byly juz dobrze ograne ale ze jest czlekiem zasluzonym to i tak osiagnal kolejny sukces :) Wniosek : nie wazne co fotografujesz tylko kim jestes …

    Komentarz by Jolka Polka — 13 września 2010 @ 10:58

  5. Co do górników to się zgadza. TT wykonał ich „koncertowo” i już nie warto ich fotografować. Co do wsi i Cyganów to nie wsadzałbym ich na „czarną listę – CzegoNiePowinnoSięFotografować”. Oba tematy są tak rozległe, że jeszcze można coś w nich znaleźć. Więc akurat na tym polu jest jeszcze sporo do „zaorania”. A co do bycia „kimś” to dobry temat na artykuł do mojego „bloga” dziękuję za podpowiedź. W najbliższym czasie postaram się go rozwinąć, bo to dosyć ważna sprawa, często frustrująca młodych fotografów (dlaczego on, a nie ja?) Pozdrawiam, WFranus

    Komentarz by Wojciech — 14 września 2010 @ 20:17

  6. Moje dwa grosze odnośnie „bycia kimś”. Ostatnio dyskutowaliśmy z kolegą na temat jednej z fotografii, która coś tam wygrała. Moja opinia była, że osobiście mnie nie zachwyciła – takie moje zdanie. Marcin zaczął bronić autora wymieniając jego zalety czyli lata doświadczenia, co zrobił do tej pory, co osiągnął. Podsumowałem to tak: Marcin sam widziasz. Nie bronisz zdjęcia tylko tego kto je wykonał. I tak czasami jest.

    Komentarz by zakopiec — 18 września 2010 @ 13:35

  7. Jak zwykle na dwoje babka wróżyła. Niby patrzymy na zdjęcie, ale nawet jak jest nie podpisane, to po stylu można rozpoznać autora, czyli jednak świadomość autorstwa wpływa na ocenę. Tego nie unikniemy. Dobrze jeszcze jak autor jest powszechnie znany i jest dobrym fotografem. Gorzej, jak jest znany, ale fotograf z niego marny. Pozdro,WF

    Komentarz by Wojciech — 19 września 2010 @ 21:53

  8. Napisał pan, że” TT wykonał ich (górników) „koncertowo” i już nie warto ich fotografować.” Pozwolę sobie się nie zgodzić, i to bardzo nie zgodzić, powiem nawet, że taka opinia mną „wstrząsa” i mnie „miesza”. ;) . Panie Wojciechu, jednego dnia, w czasie bardzo krótkiego pobytu w Warszawie zobaczyłam właśnie owych TT górników i – niemalże naprzeciwko – wystawę pana Pańczuka „Karczeby”. Powiem krótko: 100 razy bardziej wolałabym zobaczyć górników „w realizacji” pana Pańczuka. Sądzę, że są i inni fotografowie, którzy mogliby spojrzeć na temat twórczo.

    Komentarz by 12moons — 8 października 2010 @ 22:55

  9. Jasne, tylko ja nie widziałem górników Pańczuka. Może gdyby ich zrobił to moglibyśmy podyskutować i kto wie może bym się zgodził z Panią. Jestem wyznawcą takiej skromnej redakcyjnej zasady: zdjęcia to jest to co zostało sfotografowane. Często rozmawiając z kolegami fotografami o fotografii słyszę: Też mi zdjęcia, ja to bym zrobił!. Najczęściej odpowiadam: To trzeba było. Sam fakt sfotografowania, czy też posiadania nieodpartej woli wykonania zdjęć to nie wszystko, jeszcze trzeba namówić jakiegoś wydawcę na wydrukowanie. TT wykonał kawał świetnej roboty i naprawdę kolejny autor będzie musiał się nieźle natrudzić, by „pobić” ten reportaż. I tyle:)

    Komentarz by Wojciech — 8 października 2010 @ 23:07

  10. Tylko czy TT pobil chocby Arka Gole ? Jednak chyba teza, ze nie warto podejmowac obfotografowanych tematow jest nieprawdziwa. Lecz…czy po zrobieniu lepszego materialu przez mniej utytulowanego fotografa osiagnie on jakikolwiek sukces nie decyduje jakosc tegoz materialu lecz osoba autora. Temat – rzeka.

    Komentarz by Jolka Polka — 19 października 2010 @ 08:58

  11. Jolka Polka zagięła najwyraźniej parol na TT. Zdjęć Arka Goli nie znam, trudno mi się więc wypowiadać. A co do sukcesu, to najlepiej spytać TT, o ile się nie mylę, to on nie urodził się z aparatem zamiast smoczka, też był kiedyś no-namem, tylko pokazał coś czym „kupił” swoich wydawców. I o ile się nie mylę, nie były to zdjęcia Marsjan (które gdyby miał, byłyby jedynymi na świecie jakie wykonano, czyli mniej obfotografowanego tematu nie ma, chyba że Wenusjanie:) więc pewnie zrobił coś co dawno było sfotografowane, ale zrobił to na tyle ciekawie, że „trafił”. (no i pewnie, w tym samym czasie, nie zrobił tego samego jakiś gwiazdor z NG) Konkludując: Najlepiej zrobić dobre zdjęcia i mieć cynk od Pana Boga, w której redakcji akurat potrzebne są właśnie zrobione zdjęcia. Pozdrawiam, WF

    Komentarz by Wojciech — 23 października 2010 @ 17:09

  12. Skoro już jesteśmy przy tym temacie, to na jaką kwotę honorarium może liczyć amator, któremu jednak uda się przebić i jego zdjęcie zostanie przyjęte do publikacji na łamach NG?

    Komentarz by Piotr — 20 grudnia 2010 @ 18:44

  13. Od kilkuset złotych do kilku tysięcy. Nie ma znaczenia czy amator czy profesjonalista. Płacimy za jakość zdjęcia. Pozdrawiam.

    Komentarz by Wojciech — 29 grudnia 2010 @ 13:24

  14. Łał! To jesteście ostatnią redakcją w Polsce, płacącą takie kwoty za zdjęcie! (nie licząc sprzedaży „Faktowi” hipotetycznego zdjęcia Dody bez majtek w objęciach premiera).

    Komentarz by Piotr — 1 stycznia 2011 @ 17:29

  15. Myśle, że zasugerowane zdjęcie byłoby wycenione jeszcze wyżej, pozdrawiam.

    Komentarz by Wojciech — 11 stycznia 2011 @ 12:33

  16. I jak zwykle każdy broni swoich racji.
    Amatorzy chcą by zwrócono na nich uwagę,dano szansę rozwoju i być może zaistnienia.(a przynajmniej przedstawienia swoich prac). A profesjonaliści bronią jak mogą swego terytorium.
    I muszę zgodzić się z opinią,że jak nie ma się odpowiedniego nazwiska to nikt nawet nie będzie chciał spojrzeć na Twoje zdjęcia. Taka jest rzeczywistość.
    Zresztą nie tylko w tematyce fotografii szeroko pojętej.
    Pozdrawiam.

    Komentarz by Marta33 — 6 lipca 2011 @ 08:14

  17. I jak zwykle każdy broni swoich racji.
    Amatorzy chcą by zwrócono na nich uwagę,dano szansę rozwoju i być może zaistnienia.(a przynajmniej przedstawienia swoich prac). A profesjonaliści bronią jak mogą swego terytorium.
    I muszę zgodzić się z opinią,że jak nie ma się odpowiedniego nazwiska to nikt nawet nie będzie chciał spojrzeć na Twoje zdjęcia. Taka jest rzeczywistość.
    Zresztą nie tylko w tematyce fotografii szeroko pojętej.
    Pozdrawiam.

    Marto33, gorycz bije z Twego postu! Coś nie chce mi się wierzyć, że odwiedziłaś wszystkie redakcje w tym, kraju, żeby mieć tak zdecydowaną opinię. Ale może się mylę. Za moich czasów (było to mniej więcej kiedy panowały dinozaury) nikt nie miał tzw. „nazwiska”, a zdjęcia publikowano. Gdyby koledzy fotoreporterzy pozwolili, to mógłbym godzinami opowiadać historyjki o nikomu nieznanych chłopaczkach i dziewczątkach, które obecnie są gwiazdami w zawodzie fotografa. Głowa do góry, portfolio pod pachę i do boju! Pozdrawiam, WF

    Komentarz by Wojciech — 6 lipca 2011 @ 23:26

  18. A jak ktoś chce portfolio wysłać to na jaki adres czy na adres mailowy tez można

    Komentarz by Robert nafalski — 27 lipca 2011 @ 16:35

  19. Adres redakcji znajduje się w stopce miesięcznika National Geographic lub mailem: ngm@guj.pl do Wojtka Franusa. Pozdrawiam, WF

    Komentarz by Wojciech — 30 lipca 2011 @ 19:17

  20. Oj te marzenia … chciałbym jakieś perfekcyjne zdjęcie zrobić nadające się do NG … uwielbiam ten magazyn i program … ale naśladować Wielkich Mistrzów ( Sam Abell, Bill Allard, Bob Caputo, Jodi Cobb, David Doubilet, Beverly i Derecka Joubertów, Lou Mazzatent, Steve McCurryeg, „Nick” Nichols, Jim Stanfield ) jest trudno … oni są tylko jedni a my to tylko amatorzy :( nie ma co się z nimi równać …

    Komentarz by M.Trybulak — 21 sierpnia 2011 @ 22:23

  21. Prawdę mówiąc, komentowany artykuł jest o tym właśnie. Można zacząć skromnie od jakiejś gazety, a potem trzeba się jeszcze bardziej starać. Pozdrawiam, WF

    Komentarz by Wojciech — 3 września 2011 @ 21:17

  22. A ja chciałbym wiedzieć do kogo napisać ;) Na stronach wydawnictw jest z reguły ogólny mail. Do Pana Wojtka też nie ma kontaktu, gdybym chciał pozanudzać Go moją twórczością ;)

    Komentarz by Paweł — 13 października 2011 @ 11:02

  23. Kwotę waszego honorarium reguluje prawo. Ile zarobi gazeta na Waszych fotografiach, „tyle” i Wy zarobicie.Tutaj nie ma znaczenia czy to jest National Geographic czy Gala. To reguluje prawo i Pan Wojtek nie ma tak naprawdę za wiele do powiedzenia w tej kwestii (jako autorzy fotografii macie największe prawo do tego całego interesu- dzięki Wam gazeta osiąga jakiś tam dochód- dzięki Wam i to jest najważniejsze w całej tej, konkretnej sprawie (pieniądze macie „zagwarantowane” jako autor fotografii, z góry. Pamiętajcie o tym na przyszłość.). Pozdrawiam (tylko nikt Wam tego nie mówi, bo i po co prawda?).
    Pozdrawiam, Daniel G.

    Komentarz by DanielG. — 17 grudnia 2011 @ 08:51

  24. Ale Ja myślę, że Pan Wojtek doskonale „zna temat” i możemy być spokojni o nasze ewentualne pieniądze…
    pozdrawiam, DAWID W.
    Życzę wszystkiego dobrego Blogującym

    Komentarz by Dawid W. — 19 grudnia 2011 @ 12:14

  25. pozdrawiam

    Komentarz by Dawid W. — 19 grudnia 2011 @ 12:14

  26. hotelbaudelairebastille.com…

    Jak zostać fotografem NG « Franus o fotografii…

    Trackback by hotelbaudelairebastille.com — 25 stycznia 2013 @ 14:17

  27. niestety to jest prawda jak nie ma się odpowiedniego nazwiska albo kogoś znanego za sobą to nikt nawet nie będzie chciał spojrzeć na Twoje zdjęcia

    Komentarz by fotografm — 10 marca 2013 @ 19:04

  28. Mi też jest trudno uwierzyć,że można tak po prostu zaistnieć.Ale ja jeszcze nie próbowałam wysyłać swoich prac nigdzie, to skąd mogę wiedzieć? Raz tylko w rodzinnym mieście poszłam z zrobionymi zdjęciami do galerii i usłyszałam,że o ile nie jestem zrzeszona, to nie mam
    szans na wystawę. A ja sądziłam naiwnie, że mając ciekawe
    zdjęcia mogę je tak po prostu wystawić.Oczywiście zdjęć
    nikt nawet nie obejrzał- to zniechęca.
    Z drugiej strony- nie musi być tak wszędzie.
    Ja jestem za nieoglądaniem się na gazety i magazyny,
    tylko robieniem zdjęć i publikowaniem ich na własnej stronie.
    Myślę, że przebicie się na pewno jest bardzo trudne,
    ale nie niemożliwe-tak sądzę.Najlepiej zainwestować czas
    na rozwój pasji i przy okazji próbować.

    Komentarz by Ola — 15 stycznia 2014 @ 13:39

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. TrackBack URL

Dodaj komentarz