Kategoria: Fotografia  1 września 2014

Blog Revival, nie anonimowości!

fot.: Andrzej Wiktor

fot.: Andrzej Wiktor

Pierwszy wpis od lat. Temat będzie poważny i warty zastanowienia. Świat się zmienia, fotografia również. Wyziera zewsząd i teraz tylko od nas zależy, czy utrzymamy jej wysoki poziom, czy oddamy pola zalewowi anonimowego chłamu, za który nikt nie bierze odpowiedzialności.  + czytaj całość

 
Kategoria: Fotografia  21 czerwca 2011

Obiektywy, obiektywy. Lekcja 1.

Obiektyw to podstawa fotografii. Bez obiektywu, nie da rady. Nawet kiedy zajmujemy się fotografią otworkową, to jakąś formę obiektywu musimy mieć (w tym wypadku dziurka w pudełku). Obiektyw to układ optyczny, który rzutuje obraz przed aparatem na powierzchnię matrycy (już nie piszę kliszy/matrycy, mało kto dzisiaj używa tradycyjnej błony fotograficznej) Obiektyw ma za zadanie ten obraz zogniskować (czyli tak powinien być ustawiony względem matrycy by ostrość była ustawiona na ten element fotografowanego obrazu, który interesuje fotografa) oraz zamienić trójwymiarowy obraz rzeczywisty w plastycznie pożądany obraz dwuwymiarowy (o czym decyduje założona głębia ostrości). Obiektyw, jako że jest dosyć skomplikowanym obiektem mechaniczno-optycznym ma szereg parametrów, raz związanych z mechaniką (układ lamelek przysłony, długość śruby do ostrzenia) a raz z optyką (dyspersja, kontrast, beczkowanie, kolor i jeszcze kilka których nie  chce mi się wymieniać) Aby fotografować w pełni wykorzystując całą swoją kreatywność, trzeba znać niestety wszystkie parametry. Zacznę zatem po kolei. + czytaj całość

 
Kategoria: Blog  11 stycznia 2011

Złote myśli, cz I:)

Kiedy powstała pierwsza fotografia, była ona monochromatyczna (nie czarno biała, to powstało póżniej) zasadniczo w negatywie (płytki Daguerr’a opalizowały, tzn efekt pozytywu był widoczny pod określonym katem, patrząc na wprost mieliśmy szaro złotawy obrazek negatywowy) Niby wszystko było w porządku, ale nie do końca. Mędrcy i chemicy mocno główkowali i po kilku latach udło im się uzyskać fotografię czarno-białą i do tego w pełnym pozytywie. Był to milowy krok do przodu. Dzisiaj nikogo nie dziwi czarno-białe zdjęcie, jest odbierane naturalnie, a są tacy, którzy uważają, że czarno-biała fotografia jest wręcz jedyna prawdziwą fotografią. Nie wszyscy tak myślą. Kolejni mędrcy i chemicy długo się zastanawiali i po latach prób udalo im się stworzyć fotografię kolorową. To był kolejny milowy krok do przodu w rozwoju fotografii. + czytaj całość

 
Kategoria: O mnie  16 sierpnia 2010

O mnie

Nazywam się Wojciech Franus.

Fotografią zajmuję się od lat przynajmniej 30, czyli od czasu kiedy wykradłem ojcu aparat „practika” w celu wykonania zdjęć koleżanki z klasy. Koleżanka nie była chętna do tych zdjęć. Musiałem więc od razu zostać „paparazzi”, próbując zrobić koleżance zdjęcie „z ukrycia” „z zaskoczenia” i „niepostrzeżenie”. Jak pamiętam nic z tych zdjęć nie wyszło, gdyż podniecony faktem, że zdjęcia zrobiłem wykradzionym aparatem, zapaliłem światło w trakcie wywoływania negatywu (dzisiaj byłoby to niemożliwe, wtedy to była tragedia na porządku dziennym)

Zawodowo, czyli za pieniądze zacząłem fotografować w roku 1988, kiedy studiując Architekturę utrwalałem dążenia wolnościowe ówczesnej studenterii. Wraz z kolegami ( Kuba Atys – obecnie gwiazda fotografii sportowej w Gazecie Wyborczej oraz Andrzej Hrechorowicz – wzięty fotograf studyjny) założyliśmy trio autorskie i wykonywaliśmy zdjęcia na wielu wtedy manifestacjach i demonstracjach. Znajomości w środowiskach opozycyjnych pozwoliły nam publikować w prasie podziemnej (znaczy się koledzy drukujący, czasami nie mieli o czym pisać, więc zaślepiali puste miejsca fotografią biegnących zomowców) Tak zarobiłem na fotografii pierwsze pieniądze.

Potem było już z górki. W roku 1989 zacząłem współpracować jako fotoreporter z tygodnikami „ITD” oraz „Razem” – były to takie pisma młodzieżowe, które publikowały fotoreportaże i mniej więcej co tydzień coś tam udawało się zaprezentować. Oba pisma zmiotła demokracja i wolny rynek.

W roku 1994 zacząłem pracować w Gazecie Wyborczej w charakterze fotoedytora. Wtedy był to tzw. nowy zawód. Czyli można powiedzieć byłem pionierem fotoedytorstwa.

Po dwóch latach w „GW” postanowiłem zmienić coś w swoim życiu i przeszedłem do pracy w agencji fotograficznej East News, gdzie pod czujnym okiem p. Wojciecha Łaskiego poznawałem tajniki fotograficznego rynku. Tu warto przybliżyć postać p. Łaskiego. Pamiętacie zdjęcie Wałęsy w Arłamowie? Pamiętacie zdjęcia zmaltretowanego ciała ks. Jerzego? To właśnie dzięki Wojciechowi Łaskiemu świat zobaczył ukrywaną przez ówczesny reżim prawdę o najbardziej świetlanym ustroju. Tak po prostu, na fotografiach.

W roku 98 znowu postanowiłem coś zmienić i tak wylądowałem w miesięczniku „Podróże”, wtedy jednym z dwóch pism turystycznych w Polsce. Dzięki profilowi pisma i fotograficznym umiejętnościom udało mi się zwiedzić spory kawałek świata.

W roku 2002 postanowiłem skorzystać ze dotychczasowych doświadczeń i zająłem się sprzedażą zdjęć, zarówno swoich jak i cudzych. Ciężki chleb, trzeba przyznać. Wtedy zacząłem się również zajmować grafiką książkową, na początku skromnie: układając ilustracje do książki Wojtka Cejrowskiego. Z czasem roszerzyłem swoje umiejętności o prace nad układem graficznym i typograficznym (literki) książek i na jakiś czas przede wszystkim tym się zajmowałem.

W raku 2005 odpowiedziałem na zaproszenie „Łowców Głów”, którzy usilnie poszukiwali kogoś na stanowisko szefa działu foto jakiegoś tygodnika. Po przejściu kolejnych etapów selekcji okazało się, że zostałem wybrany na stanowisko kierownika działu foto „Polityki”. Spędziłem tam kolejne 2 lata. Tam poznałem śp. Jacka Królaka, dyrektora artystycznego tygodnika. Obserwując jego pracę i umiejętności uznałem, że fotografia to za mało. Jacek potrafił robić skład, projektować, fotografować, wyszukiwać zdjęcia, opracowywać je poligraficznie, a czasami nawet wymyślać tytuły, tzw. headline’y – czyli te najważniejsze okładkowe. Taż tak chciałem.

W międzyczasie w wolnych chwilach zajmowałem się składaniem i projektowaniem książek w dużym akcentem na ich fotograficzne ilustrowanie.

W roku 2007 Martyna Wojciechowska zaprosiła mnie do współpracy w National Geographic Polska” , gdzie zajmuję się projektowaniem stron magazynu oraz wieloma dodatkowymi pracami: przygotowuję wystawy, juroruję w konkursach, robię layouty kalendarzy i wielu innych rzeczy, które trudno mi nawet spamiętać. Do dokonań, którymi zawsze się chwalę i co tu dużo gadać, jestem dumny niewątpliwie są prace rekonstruktorskie  nad zdjęciami Arkadego Fiedlera z Madagaskaru i z dywizjonu 303 oraz prace projektowe nad reportażami Tomasza Tomaszewskiego. Dużą przyjemność daje mi możliwość pracy z z takimi fotografiami.

To tyle jeśli chodzi o mnie. Pozdrawiam